Słowo i muzyka są bardziej skuteczne niż pocisk – z zespołem Big Cyc rozmawia Jakub Mikołajczyk

Cyc front

Jakub Mikołajczyk: Gratuluję nowej płyty. Bardzo mi się podoba.

Jacek Jędrzejak: Dzięki. Nam się też podoba. Najważniejsze, że zdecydowaliśmy się  ją nagrać.

JM: Nie trzeba było zbyt długo czekać na tę płytę. Odnoszę wrażenie, a w zasadzie mam przeczucie, że powstała w pośpiechu?

JJ: Sytuacja polityczna dała nam niesamowity impuls do działania. Poziom wkurwienia tak się podniósł, że stało się to faktem. Nie planowaliśmy żadnych nagrań. Chcieliśmy skupić się na realizacji teldysków i trasie koncertowej. Autorytarne zapędy ekipy rządzącej spowodowały jednak, że weszliśmy do studia i zaczęliśmy działać. Nagraliśmy piosenki, które są naszym głosem w bitwie o przyszłość. Rock to muzyka buntu, dlatego my postanowiliśmy powiedzieć nie! Ciężkie czasy zawsze mają swój oddźwięk w  muzyce. Gdyby nie wojna w Wietnamie nie było by Woodstocku, gdyby nie napięta sytuacja w Iralndii nie było by Cranberries czy U2. Gdyby nie stan wojenny nie było by Dezertera. Gdyby nie Radio Maryja nie było by płyty „Moherowe berety”. Jako weterani Pomarańczowej Alternatywy bardzo dobrze zadajemy sobie sprawe, że w Polsce toczy się najważniejsza batalia od 1989 roku, wobec której nie możemy pozostać bierni. Młodzi artyści niechętnie się identyfikują z polityką, bo są zajęci karierą i miejscami na listach przebojów. Nie zdają sobie sprawy, że obecny stan rzeczy może spowodować że wkrótce na artystów zostanie nałożony polityczny kaganiec i to bardziej skuteczny niż ten za czasów komuny.

JM:  Początkowo miał być tylko singiel, a jednak powstała płyta. Czy to twój tekst „Antoni wzywa do broni” stał się iskrą zapalną do nagrania całej płyty?

 

Krzysztof Skiba: Rzeczywiście początkowo myśleliśmy o nagraniu tylko singla, który zawierałby 2-3 piosenki. „Antoniego” napisałem dosyć wcześnie. Chyba prawie zaraz po tym jak został nowym Ministrem Obrony Narodowej i jak na jego koncie pojawiły się pierwsze skandale m.in. ten z małoletnim „doradcą” ministra (który okazał sie członkiem jego rodziny), oraz z nocnym włamaniem do biura NATO w Warszawie dokonanym przez ludzi Macierewicza.  Antoni M. to barwna postać, godna piosenki. Nowa sytuacja w kraju jest dla satyryków bardzo inspirująca. Codziennie mamy do czynienia z kabaretem politycznym i to ostatecznie zadecydowało, że tych piosenek pojawiło sie znacznie więcej, a Jacek i załoga nagrali materiał na cała płytę. Powiem ci szczerze, że nas wcale nie cieszy fakt, że mamy z czego się naśmiewać. Wolelibyśmy umrzeć z nudów, ale jak wiadomo od pokoleń – w tym kraju to nie jest możliwe.

JM: Były jakies opory w zespole żeby nie wydawać takiej płyty, albo żeby nie śpiewać tego czy tamtego tekstu?

JJ: Raczej nie. Zrobiliśmy sobie takie małe konsylium i zastanawialialiśmy się nad tym co nam może grozić, ile możemy stracić, ile zyskać.  Tak naprawde jednak byliśmy bardzo zmotywowani żeby tę płytę nagrać. Uświadomiliśmy sobie wspólnie, że może to zagrażać  medialnym ostracyzmem, czyli na pewno nie będzie nas w programie 1, 2, 3 i wszystkich kanałach rządowych, być może odpadną  koncerty.

W sumie bilans ujemny, ale nie to jest ważne. Jesteśmy muzykami z doświadczeniem. Wiele przeżylismy, mamy za sobą sukcesy i  porażki. Stwierdziliśmy, że czasami ważniejsze jest to, żeby  uczciwie spojrzeć w lustro.  Nie wstydzić się siebie, swojej twórczości. To chyba na nas najbardziej podziałało. Niektórzy zarzucają nam oczywiście, że to ruch komercyjny. Ja odpowiadam: jaki ruch komercyjny? To coś, co wynika z potrzeby serca i to chyba słychać. Szczerosć, uczciwość, prostolinijność. Album sprzedaje się swietnie. W tej chwili jest na trzecim miejscu sprzedaży wg. OLIS (dane po trzech tygodniach od premiery). Publiczności nie da się oszukać, ona  zawsze wyczuje fałsz i  nieszczerość. Te piosenki mają dać impuls ludziom którzy jeszcze nie zdecydowali się za kim się opowiedzieć. Taki jest nasz cel.

JM: Wiele osób obawiało by się takiego ruchu. Macie jeszcze siłę?

JJ: Ja rozumiem, że to tak może wyglądać jak pohukiwanie tatuśków, ale mało kto ma dzisiaj odwage powiedzieć co myśli. Ze znanych mi artystów tylko Grabaż i  Maleńczuk zdecydowali się krytycznie ocenić politykę rządu. Reszta chowa głowe w piasek.  Oczywiście radykalne deklaracje będą się wiązały z wykluczeniem z mediów. Sądzę jednak, że ważniejsza od radiowej playlisty jest zgodność z własnym sumieniem. 90% naszych kolegów z branży się nie godzi z taką sytuacją polityczną, jednak boi się o tym mówić. Takie objawy obojetności są dla mnie niczym innym jak przejawem tchórzostwa.

Czekamy też na młodych, bo bez nich nie ma rewolucji. Dopóki będą żyli  pod szklanym kloszem i wszystko traktowali tak jak Asterix i Obelix interesując się tylko swoja malutką wioską, to rebelia nie będzie skuteczna.

Uważam że ruszą dopiero wtedy, gdy obostrzenia dotkną ich bezpośrednio. Być może właśnie wtedy zaczną reagować, pisać piosenki, zaczną mówic o tym głośno w mediach.  Na razie siedzą cicho, żyjąc  w świecie internetu. Nie mają pojecia, że ktoś w realnym życiu szykuje narzedzia za pomocą których zabierze im wolność.  My jako doświadczeni ludzie działający już w kilku systemach politycznych wiemy, że to jest po prostu przygotowywane. Ludzie muszą być świadomi niebezpieczeństw czyhających za rogiem. Kiedy państwo wejdzie z butami w ich życie będzie już za późno.

JM: Wiem że płytę wydaliście własnym sumptem, był kłopot z wydawcą?

JJ: Każdy sobie robi sobie bilans zysków i strat. Złożyliśmy oferte do Universalu, ale niespecjalnie byli chętni. Warner zaproponował nam dystrybucję. W końcu zdecydowaliśmy, że wydajemy to sami. Dla nas to żaden problem, najważniejsze że wszystkie piosenki są w naszych rękach. Możemy nimi dysponować i robić co chcemy.

JM: Słyszałem że robicie dodruk, bo pierwszy nakład płyt już się rozszedł.

JJ: Pierwszy nakład się sprzedał. Robimy dodruk, ale  chcemy to zrobić z głową. Na razie popyt jest duży i wiele ludzi kupuje płyty i koszulki. To dla nas ważne.

JM: Ja osobiscie wole fizyczna formę muzyki, czyli płytę i to niekoniecznie CD a również winylową.

JJ: Oczywiście ja też tak wolę. Jestem zdania że jest to znacznie trwalszy nośnik, niż coś co jest w interenecie. Jeśli ktos np. zhakuje jakis serwer, to okaże się później, że połowa twórczośći artysty zniknie. Płyta jest zdecydowanie trwalszym nośnikiem. Można położyć na półce, obejrzeć, poczytać wkładkę i pocieszyć się. Aktualnie też robię przegląd staroci, które mam w domu i odsłuchuję w aucie. Robi się wtedy bardzo nostalgicznie. Pojawiła się też propozycja wydania płyty BIG CYCA na winylu. Chcemy ją przygotować na jesień abyśmy mogli ją promować podaczas trasy koncertowej w październiku i listopadzie. Ludzie znowu kupują gramofony i wracają  do dźwięku tłoczonego na ebonicie.

JM: Przykre, że grają was tylko w Antyradiu?

JJ: W dużej mierze. Grają też w kilku małych rozgłośniach. Nie przeszkadza nam to specjalnie bo w interencie piosenka kręci się jak szalona. Przekroczyliśmy już dawno pół miliona wyświetleń na YT plus blisko 200 tyś. na fb wec zblizamy się na 800 tys. Mamy powód do zadowolenia (statystyki po miesiącu od pojawienia się piosenki). Radia słucha się dziś rzadko. Tam  prawdziwego rock ‚n’ rolla już nie uświadczysz.

received_10203312387319318

Autor z Big Cycem ;)

JM: Do jakiego stopnia artysta powienien się angażoważ w poliytkę?

JJ: Artysta rockowy powinien interesować się polityką i komentować sprawy społeczne. Taki jest rock. Myślę, że nasza „gleba” była mocno wyjałowiona, bo polskie zespoły od niemal 10 lat śpiewają o pogodzie. A my znów musimy tę ziemię nawozić. Bez tematów politycznych nie było by wielu zespołów, o których wspominałem wcześniej. Słowo i muzyka są bardziej skuteczne niż pocisk. Myślę, że można wiele zmienić dobrym riffem czy wykrzyczanym protestem. Skutecznie przekonywali nas o tym Bob Dylan, Joan Baez i wielu innnych. Jeśli artyści tacy jak Kukiz czy Liroy pakują się w polityke to źle się dzieje, bo jakby na to nie spojrzeć zaczynają być uwikłani w jakiś układ. Siłą rzeczy muszą kontaktować się z ludźmi, którym ja nie ufam. Tym samym tracą w moich oczach wiarygodność.

JM: Ostatnio też zagraliście przy okazji demonstracji. Mimo wszystko próżno was było szukać między politykami.

JJ: Tak zgodziliśmy się zagrać bo była to akcja organizowana przez komitet obywatelski a nie partie polityczną. Musimy trzymać dystans, bo nie chcemy żeby nas postrzegano jak zespół partyjny. Podczas tego wiecu zauważyłem, jak bardzo media potrafią manipulować wiadomościami. Podczas wiadomości w TVP pokazano tylko jeden wers Big Cyca i to akurat ten, w którym znajdowało się przekleństwo. Poza tym grając koncerty plenerowe zdaje sobie sprawę ile to jest 50 czy 100 tysięcy ludzi i nikt mnie tu nie ściemi, że było inaczej. Ten marsz był o tyle fajny, że spotkały się tam różne partie, ruchy obywtelskie  i połączył je jeden wspólny cel. Nie ma tu miejsca na agresję czy awantury. Była muzyka, dowcipne hasła i dobra energia. Przypomina mi to Powarańczową Alternatywę z dawnych lat. Daje poczucie wspólnoty. Myślę, że powinno to uzmysłowić partii rządzącej, że opozycja jest liczącą się siłą. Polacy to dziwny naród, na święta wszyscy się całują a poza nimi zasoby nienawiści mamy większe niż pokłady węgla w kopalnii Bogdanka. Nasza pozytywna energia kontrastuje z językiem pogardy, który dominuje wśród wielu polaków. Chcemy pokazać, że są ludzie, którzy myślą inaczej. Dla nas wolność była zawsze największą wartością! W 1985 roku w Jarocinie śpiewaliśmy o tym z  zespołem Rokosz, walczyliśmy o nią w hepenningach Pomarańczwej Alternatywy, śpiewaliśmy też w Big Cycu. Wiemy jak łatwo ją stracić i trudno odzyskać. Reagge, punk, ska – to jest coś co jest nam najbliższe. Środek wyrazu, z którym się identyfikujemy. Jeśli chodzi o polskich polityków to nie każdy potrafi sobie poradzić z syndromem boga. Człowiek  wyrwany z małej dziury, chłop od pługa czy kierowca autobusu staje się kims ważnym, kimś komu wszyscy czapkują. To powoduje nieodwracalne zmiany w mózgu, które sieją spustoszenie w jego psychice. Wtedy fajny Czesiu staje się panem Czesławem, który nosi nos wysoko i nikogo nie poznaje. Kiedy Kukiz walczył w wyborach i podczas jakiegoś występu miał garderobę obok nas, to nie potrafił przyjść powiedzieć cześć, mimo tego, że się kiedyś kumplowaliśmy. Mamy inne poglądy ale to nie znaczy, że mamy się nie szanować.

JM: Czy dzisiaj w tekstach piosenek trzeba walić prosto w oczy, bo już mało kto zrozumie ukryty przekaz?

KS: W piosence autorskiej czy poetyckiej ukryty przekaz jest jak najbardziej na miejscu. Na tym przecież polega poezja, że nie mówi się wprost. Kompozycje rockowe czy utwory z kręgu hip hop, dopuszczają przekaz bezpośredni. Tu jest miejsce i na poezję i na dosadne sformułowania. Piosenka o naszym ministrze obrony to po prostu satyra, kpina z jego zachowań, poglądów i min. Antoni Macierewicz stara się sprawiać wrażenie osoby bardzo poważnej i zasadniczej. Tymczasem naszym zdaniem to osoba niezwykle śmieszna. Jego wypowiedzi, gesty, miny, poglądy i to co publicznie głosi sprawia wrażenie, że jest to osobnik być może pod wpływem jakiś tajemniczych środków rozweselających. Od lat bacznie przyglądamy się naszej klasie politycznej i od lat znajdujemy tam ciekawe tematy na piosenki. Była piosenka „Nie wierzcie elektrykom” o Wałęsie, teraz jest „Antoni wzywa do broni”.

JM: Na plycie pojawił bardzo aktualny temat Hejtu. Warto o tym śpiewać? Sam stwierdziłeś, że hejt jest i będzie.

JJ: Oczywiście, że warto! Młodzi ludzie żyją w nierealnym świecie i nie mają pojęcia, że w realu ktoś szykuje narzędzia za pomocą których zabiorą im wolność. Internauci są podatni na działania hejterów, którzy w profesjonalny sposób probują zniekształcić rzeczywistość. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że grupa 20 osób na forum to czasami jedna osoba doskonale przygotowana do walki w cyber przestrzeni. To są cyber komandosi, którzy są przeszkoleni w socjo-technicznych gierkach. Wzrzucają spam, obrażają ludzi w postach czy prywatnych wiadomościach. Sprawiają, że internet staje się ściekiem. Jest problem z którym trzeba walczyć i musimy mieć świadomość, że ten problem istnieje. My jesteśmy zespołem z teflonu, jeśli ktoś wyleje na nas wiadro pomyj, spłynie to po nas jak po nowej patelni.

JM: W 1991 roku wydaliście płytę Nie wierzcie elektrykom i dziś można mówić, że była to płyta prorocza. Wielokrotnie były prezydent stawał się obiektem waszych piosenek, przytoczmy choćby „Ostry dyżur” z płyty Wojna Plemników. Dziś stanęliście w jego obronie.

JJ: Nasz prostest Nie wierzcie elektrykom podszyty był humorem. Wiem z pewnych źródeł, że Lech Wałęsa słuchał tej piosenki i się uśmiechnął pod nosem. Wałkowanie afery z Bolkiem to skandal i próba zafałszownaia historii. Co by nie było, Lechowi Wałęsie należy się szacunek. Należy mu się miejsce w historii i nie można tego zmanipulować tanimi gierkami. Tutaj wzięliśmy Lecha Wałęse w obronę, bo to atak nie tyle na Wałęse ile na całe społeczeństwo. Wedle starego powiedzenia: Daj mi człowieka a znajde na niego paragraf,  czyli „Polak na Polaka zawsze znajdzie haka” .

JM: Pojawiła się piosenka , która jest znana jako „Mejk lof not łor” ale tutaj poddana zostala pewnemu zabiegowi, mianowicie zmieniliście zwrotkę, refren pozostal ten sam. I to jest przykre, że piosenka o takiej wymowie, mimo upływu 20 lat jest nadal aktualna.

JJ: Postanowiliśmy ją przypomnieć. Przesłuchaliśmy stare numery i pomyśleliśmy, że fajnie było by ją odgrzać. Przy zmianie kilku wersów staje się ona bardzo aktualna. Taka jest rzeczywistość, polska mentalność. Mimo upływu tylu lat nie wiele się zmieniło.

JM: Skąd na płycie wziął się tekst internauty? Bardzo pasuje do waszej stylistyki.

JJ: Znaleźliśmy go przez zupełny przypadek na  Wykopie. Szukaliśmy autora i nikt się do tego nie przyznawał. Pisaliśmy do portalu i okazało się, że ktoś go wrzucił anonimowo. Stwierdziliśmy, że będzie fajnie pasował. Jeśli się ktoś zgłosi to oczywiście go umieścimy jako autora, ale niestety nie udało nam się do niego dotrzeć. Pomyśleliśmy, że przecież jest to głos ludu i ktoś jest tak wkurzony jak my, więc dlaczego by tego nie zaśpiewać.  Dlaczego mamy go nie uhonorować i pominąć, skoro tekst jest celny i bardzo fajnie opisuje nadchodzące przemiany. Bardzo przyjemnie pointuje pewne zjawiska, że żal było by tego nie umieścic na płycie.

JM: Piosenka  „I can’t sleep” w wykonaniu Niki Boon pojawiła się również na płycie. Stylistycznie nieco odbiega od waszych dokonań ale jednak tekstowo komponuje się z resztą albumu.

JJ: Niki poznaliśmy przy okazji koncertu w Londynie. To był troche ukłon w stronę publiczności za granicą. Chcielibyśmy aby i Anglicy usyszeli jaki TU jest kocioł.  Pomyśleliśmy z chłopakami, że to być może będzie coś czym zaskoczymy ludzi. Niki spisała się doskonale. Nie liczymy na jakiś wielki sukces za granicą, ale  jeżeli Bono wypowiada się na temat sytuacji politycznej w Polsce, to może warto opowiedzieć to po angielsku.

JM: Ta płyta jest dośc poważna i mało śmieszna jak na Big Cyca, a okładka sugeruje o kim to miało być. Były  jakieś inne pomysły na okładke?

201be7d7b3

JJ: Nie. Ja tę okładke wymysliłem, a jest to nawiązanie do serialu z cyklu Alfred Hichcock przedstawia. W latch 60-tych i 70-tych świecił on triumfy w Anglii i w Polsce. Podświetlony od tyłu Alfred Hichcock pojawiał się na ekranie i zapowiadał co się będzie działo i już wszyscy przed telewizorem  robili w portki. Tutaj wystarczyło zmienić kontur na dobrze nam znany profil Prezesa, a od razu zrobilo się strasznie… Uważam, że okładka jest świetnym komentarzem do zawartości muzycznej.

JM: Czy jeśli sytuacja polityczna nie będzie wam sprzyjać to pojawią kolejne tego rodzaju płyty?

JJ: Oczywiście! Będziemy reagować na bieżąco. Jako dyżurni obserwatorzy polskiej rzeczywistości postaramy się  trzymac ręke na pulsie.

Rozmawiał: Jakub Mikołajczyk

 

 

 

TwitterFacebookUdostępnij

Zostaw Komentarz

1 Skomentuj on "Słowo i muzyka są bardziej skuteczne niż pocisk – z zespołem Big Cyc rozmawia Jakub Mikołajczyk"

Powiadom o

Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Gość
Modera
1 rok 4 miesięcy temu
Big cyc to żenada na kółkach niestety. Skiba to mega leming pozostali zapewne też słudzy PO. Oderwani od rzeczywistości pupile władzy która odeszła i to ich boli bo synekurki na piknikach miejskich się skończą i zamiast kasy dla big cyca zaproszą normalne zespoły. Jak PO nie miała jak wynagrodzić Big cyc za wazeliniarstwo to zleciła im kiedyś nagranie hymnu Gdańska którego nikt nie słyszał poza jednym bezpłatnym koncertem czyli opłaconym przez PO z pieniedzy podatników. Przyznaje że kiedyś słuchałam big cyca ale zawsxe traktowałam ich jak disco polo a tu słyszę że to rock. Teraz kolesie schudną co dobrze im… Czytaj więcej »
wpDiscuz