Moja podróż w czasie – Koncert Myslovitz w Bedford

_MJ81315

„W naszym mieście niewiele się dzieje” śpiewał kiedyś Big Cyc. I jeszcze jakiś czas temu można było odnieść te słowa do Bedford. Ostatnio na szczęście dzieje się coraz więcej, a muzycznie coraz ciekawiej, bowiem zaproszenie do Bedford przyjął zespół Myslovitz. Nie będę się rozpisywał nad historią, bo panowie mają na swoim koncie taki repertuar, który zna po prostu każdy.

_MJ81393

Panowie od kilku lat grają w nieco zmienionym składzie. Nowym członkiem jest Michał Kowalonek. Zastąpił on Artura Rojka, który zdecydował się na karierę solową. Zapewne Michałowi nie było lekko wskoczyć w buty swojego poprzednika, i taka decyzja musiała wymagać od niego sporo odwagi i determinacji.

_MJ81347

Kowalonek nie stara się być Rojkiem, ma pomysł na siebie na scenie, jest bardzo dobry wokalnie i świetnie nawiązuje kontakt z publicznością. Myslovitz zagrał w Bedford kompilację swoich największych przebojów i utworów z ich ostatniego albumu pt „1,577”. Publiczność mogła więc usłyszeć: Scenariusz, dla moich sąsiadów, Pegy Brown, Długość dźwięku samotności, czyli piosenki przy których zdzierała gardła , niemal zagłuszając zespół.

_MJ81443

Z drugiej zaś strony mogła zapoznać się z najnowszym repertuarem, czyli z piosenkami: Telefon i Tysiąc żurawi. Napisałem że to najnowszy repertuar, choć płyta pojawiła się na półkach trzy lata temu. Fani zapewne już wypatrują jakiegoś nowego materiału.

Myslowitz wciąż lawiruje na granicy melancholii i mocniejszych brzmień, w swoim ugruntowanym stylu, konsekwentnie odkrywa nowe muzyczne smaki i raczy nimi swoich odbiorców.

_MJ81434

Mnie osobiście najbardziej ucieszyło wykonanie piosenki „Chłopcy” Pierwszy raz usłyszałem ją na żywo podczas występu w moim rodzinnym mieście, „dawno, dawno temu” 🙂 Ten kawałek był mi jakiegoś rodzaju hymnem, powiedzeniem prawdy o moim pokoleniu. Teraz był podróżą w czasie, gdzie spotkałem chłopaka który „patrzył przez puste lornetki butelek i dyskutował o amerykańskich filmach”. No cóż, to se ne vrati. Rozdział życia, gdy musiałem mniej, a czasu miałem więcej, zamknął się na dobre.

Tym bardziej dziękuję zespołowi z Mysłowic za uchylenie furtki do tych chwil. Dziękuję też Łukaszowi i Pawłowi z Goluch Events za zorganizowanie gigu i zaproszenie.

 

Tekst i foto: Marek Jamroz

 

 

TwitterFacebookUdostępnij

Zostaw Komentarz

Bądź pierwszym komentującym!

Powiadom o

wpDiscuz