Co te święta…?

Święta title

Od kilku tygodni nie jestem w stanie wykrzesać z siebie odpowiednich słów by napisać coś muzycznie konkretnego. Dam więc upust swoim frustracjom i podzielę się spostrzeżeniami ostatniego czasu. Wszyscy już czujemy magię świąt, prawda? Już od końca października nawet, kiedy to wkraczając między sklepowe alejki, z jednej strony atakowały nas przeraźliwe maski duchów, demonów i innych zmor a z drugiej bombki choinkowe, kolorowe światełka i uśmiechnięte bałwanki i aniołki. O dziwo nadal można spotkać przesympatyczną buzię Świętego Mikołaja, nadal niezamienioną na Dziadka Mroza czy jakiś inny, bardziej „poprawny” nowy twór obecnego świata. Pomimo gonitwy w poszukiwaniu prezentów, polowaniu na najlepszą rybę i najświeższe pierogi, nadal czujemy cudowną magię świąt! Najlepsze przecież wciąż przed nami! Sklepy będą przecież zamknięte przez kilka dni a tak na prawdę przez kilka godzin więcej, czekają nas więc kilometrowe kolejki po chleb i masło. Tak, tak. Cudowny, spokojny czas w zaciszu domowych pieleszy z najbliższymi. Po godzinie stania w kolejce do kasy pani przed nami zdąży opowiedzieć swoją historie życia (a może i innych z jej otoczenia), więc właściwie z kogoś incognito staje się „dobrą znajomą”. Stoisz więc i się uśmiechasz przyjaźnie, co chwilę potakując i wtrącając z przejęciem „tak, oczywiście” czy „naprawdę?! Niemożliwe!” Ale prawda jest taka że bacznie jedynie obserwujesz stan kroków ludzi przed tobą, życzliwie przesuwając koszyk
„przyjaciółki”.

Ale do rzeczy. Cały ten magiczny czas byłby przecież niczym gdyby nie kolędy i piosenki świąteczne (zanotowałam nawet że do niektórych „codziennych” są dodawane dźwięki dzwoneczków). Widzimy więc wszechobecne przystrojone choinki, stroiki, reniferki i pracowników sklepów w czapeczkach elfów, wesoło pogwizdujących „Last Christmas”. Dopiero w tym roku zwróciłam uwagę na pewien detal. Od momentu pojawienia się pierwszych ozdóbek w sklepach, nasza podświadomość zaczyna wysyłać sygnały do reszty synaps. Idąc tym tropem rozpoczynamy wyścig myślowy: Są bombki. Widzę je przecież i jestem w stanie ich fizycznie dotknąć by to zweryfikować. Więc jaki mamy miesiąc?! Już grudzień?! Przecież dopiero co wróciliśmy z urlopu i przywykliśmy do wstawania od nowa do pracy! Nie, nie. To nie grudzień. Jeszcze dwa miesiące. Ale sygnał został już wysłany a nasz wspaniały mózg skrzętnie to zanotował. Nie zważając więc na porę roku, zaczynamy podświadomie oczekiwać pierwszych piosenek świątecznych.

hqdefaultOt, taki prosty trik psychologiczny. Są ozdoby – czekamy na kolędy. Czekamy na kolędy – myślimy o Świętach. Jeśli nawet próbujemy wyprzeć te myśli z głowy, bo to przecież jeszcze nie czas, co kilka dni wracają niczym boomerang bo do sklepu po jedzenie przecież trzeba chodzić.  Myślimy o Świętach – mózg przekierowuje nas na prezenty. Kupujemy więc prezenty, jednak do Świąt zdążymy pewnie zmienić zdanie i kupić coś innego bądź dokupić coś nowego. Na pewno lepszego! Tym razem trafimy w dziesiątkę! Przecież chcemy podarować bliskim coś wyjątkowego. Ale znów odbiegłam od głównego wątku. Piosenki świąteczne. Wróćmy więc do…powiedzmy listopada. Półtorej miesiąca do Świąt a co robi nasz ukochany mózg? Otóż z jego czeluści wypływają już magiczne nuty. I nagle idąc sobie ulicą łapiesz się na tym że zamiast zwykłej linii melodycznej zazwyczaj pojawiającej się w Twojej głowie, zaczynasz bezwiednie odtwarzać „…Santa Claus is coooming to tooooown”, bądź jeszcze lepiej „..All I want for Christmaaaas is Youuuuuuu…uuu”. I tak już od listopada czekamy aż włączymy radio i w końcu usłyszymy to, na co przecież już czekamy. Bezwiednie, niczym owieczki w stadzie. Mija dzień za dniem a tu nic. Idziesz do sklepu: zmysł wzroku krzyczy wręcz „Święta!” Słuchasz radia, a tu ani jednej wzmianki o tym co cię otacza. I tak przez długie tygodnie. Aż w końcu nadchodzi 1 grudnia. Zbawienny dzień. Słuchasz sobie stacji radiowej, która leci chyba w każdym miejscu pracy w promieniu 60 mil i nagle są! Jeszcze przed 7 rano słyszysz podekscytowany głos z głośników zapowiadający pierwszą w tym roku kolędę! Fanfary! Konfetti! ( choć lepiej wyobrazić sobie srebrno-białe płatki śniegu spadające z nieba) i tu następuje moment kulminacyjny! Wszyscy jakby zastygają w bezruchu, spoglądają po sobie i prawie każdy wydaje z siebie westchnienie mówiące: „Zaczęło się. Teraz do końca roku będzie dokładnie to samo każdego dnia”. Ha! No właśnie! Każdy myśli o miesiącu ale przecież to już zaczęło się znacznie wcześniej! A najciekawsze jest to, że każda jednostka zna na pamięć tekst każdej jednej zwrotki, każdej jednej piosenki. Nawet jeśli się tego wypiera. Wszyscy je znają. Wszystkie. Chcąc czy nie chcąc. Podsumowując: Ho Ho Ho! Święta to magiczny czas, uświadamiania sobie tego co najważniejsze 🙂

Justyna Urbaniak

TwitterFacebookUdostępnij

Zostaw Komentarz

Bądź pierwszym komentującym!

Powiadom o

wpDiscuz