„Jestem mieszkanką świata, ciągle gdzieś jadę i żyje jakiś czas tam, gdzie jest mi dobrze i mam pasję, z której czerpię energię i radość.” Z Aleksandrą Kędzierską – Fontaine rozmawia Jakub Mikołajczyk.

_slo9318

Aktorka, reżyser, choreograf, tancerka, pisarka, producent. Posiada polskie i francuskie obywatelstwo. Mieszka pomiędzy Sopotem a Paryżem. Wyjechała z Polski jeszcze przed maturą, mając zaledwie 16 lat. Najpierw na studia choreograficzno- aktorskie do Linz, w Austrii.

Po dwóch latach dostała angaż w neoklasycznym zespole tańca w Barcelonie, a następnie po udanej audycji, prace w jednej z najlepszych światowych rewii, paryskim Lido. Po pięciu latach pracy z Lido, wyjechala do Chin aby pracować z Crazy Paris Show, w Macao. Po powrocie do Europy, brała lekcje aktorstwa w paryskiej szkole kina Studio Pygmalion i pracuje teraz także jako aktorka.  Zagrała w kilku francuskich filmach, m.in. w „Blanc comme neige” Christophe’a Blanc czy „9 mois ferme” Alberta Dupontel’a. Jej debiutancka autobiograficzna powieść „Dziewczyna z walizką” wychodzi za kilka tygodni.

Umowiłem się z Olą w jedenej z Paryskich kafejek by porozmawiać o tym co działo się w jej życiu oraz nowej książce . Urokliwa kafejka z widokiem na katedre Notre-Dame a ja jeszcze  dopijając kawe, konczyłem ostatni rozdział nowej książki „Dziewczyn z walizką”, Wtedy przyszła ona. Aleksandra Kędzierska – Fontaine , niby znałem Ole ale jak się okazało nie do końca ją znałem.

 

Jakub Mikołajczyk – Najważniejszym pytaniem, od którego warto zacząć to chyba kim jesteś? Choreograf, tancerka, reżyserka , aktorka, piosenkarka. Czy coś pominąłem? We wszystkim jednak potrafisz osiągnąć sukces. Do której z tych ról jest Ci najbliżej?

Aleksandra Kędzierska – Fontaine  -Hmmmm właściwie to chyba do wszystkich, we wszystkich tych rolach się spełniam.. I wszystkich ich potrzebuje , żeby czuć się spełniona.. Jestem taką osobą, która potrzebuje dużo aby być zaspokojona zawodowo. Zapomniałeś o pisarce, dziennikarce, producentce i właścicielce firmy!!(śmiech) .

JM – Przyznam, że gdyby nie singiel „Czarodziejka nie stąd” to nie usłyszałbym o Tobie raczej. Muzyka skomponował Marek Kuczyński a, co było wielką niespodzianką „zaśpiewał” z Tobą Krzysztof Skiba. Przecież to ostatnia osoba, o której bym pomyślał w takiej sytuacji. Mimo wszystko zobaczyłem Skibę jakby nie tego samego. Byłem bardzo pozytywnie zaskoczony. Jak to się stało, że Krzysiek ?

AF -Jesteśmy zaprzyjaznieni, a Krzysio to bardzo mądry facet i wie co jest warte uwagi, zachodu –  a co nie. Ten pomysł był spontaniczny. Pierwszą wersje tekstu napisałam w Paryżu, w deszczowe, melancholijne popołudnie siedząc gdzieś nad Sekwaną. Chciałam zrobić utwór taki trochę jaki zrobili Gainsbourg i Bardot w wersji polskiej, z tekstem polsko – francuskim i świetnie nam się to udało.

Krzysio się zgodził, bo to dla niego była kompletna nowość.  Jest też podobnie zwariowanym artystą tak  i nowe wezwania go pociągają. A mimo tak wielkiego dorobku, takiej piosenki na swoim koncie jeszcze nie miał. Był tutaj mężczyzną dojrzałym, kochającym , „bez okularów” .. wpatrzonym w swoją muzę i aktorkę. To fantastyczne, że ta piosenka wzbudza bardzo dobre i pozytywne emocje. O to nam chodziło.

JM –  Wiem, że będzie płyta . Ale jaka? Czego od niej oczekiwać?

AF – Tak, intensywnie pracujemy już z Markiem Kuczyńskim nad albumem. Do końca stycznia powinniśmy zakończyć pracę. Płyta zatytuowana „Aleksandra Fontaine” będzie międzynarodowa. Śpiewam po angielsku, francusku i po polsku. Postanowiliśmy bowiem, że pobawimy się tym razem w pop ( śmiech) .

JM –  Gdy przed maturą wyjechałaś do Francji to postawiłaś wszystko na jednej karcie. Jeszcze przed maturą. Był w Tobie strach, że szkoły nie ukończyłaś a gdy się nie uda to może być totalna klapa w Twoim życiu? Czy pewność siebie w kwestii tańca wystarczyła by zrekompensować obawy?

AF – Wiesz, jak ludzie są młodzi, to niczego się  nie boją. Przynajmniej ja zawsze taka byłam. I dlatego właśnie, że niczego się nie bałam musiałam wyjechać z Polski wtedy, żeby właśnie móc się nie bać. U nas – a przecież byłam jeszcze dzieckiem  – już czułam ograniczenia i uczucie duszenia się. Ja sobie też myślałam wtedy i miałam rację, że na Zachodzie liczy się tylko talent, absolutnie nie ważne są nasze dyplomy. Mówię oczywiście o zawodzie artysty. Trzeba też się urodzić pod jakąś dobrą gwiazdą, bo talent bez szczęścia również nie wypłynie. Trafiałam też zawsze na dobrych (prawie zawsze) ludzi, którzy natychmiast wręcz dostrzegali ten talent we mnie i stawiali mnie na najwyższe stołki. No i bez odwagi i takiej trochę dziecięcej naiwności też by mogło nie wyjść. Widzisz, trzeba sporo tych współczynników aby zajść tak daleko.

JM – Teraz ukazuje się Twoja książka „Dziewczyna z walizką” . Jest to w pewnym sensie interpretacja książki J.P. Sartre „Mdłość” , ale w dużym stopniu Lidia to Ty?

AF – Lubię literaturę francuską, ponieważ to jest literatura wolnych ludzi. A dla mnie wolność myślenia jest cholernie ważna. Sartre mnie rzeczywiście trochę  inspirował przy pisaniu „Dziewczyny z walizką”. Lidia. To postać bardzo skomplikowana ale jednocześnie bardzo prosta. Kobieta, która poszukuje, walczy, kocha,  próbuje życia.. Pierwowzorem jestem ja  – owszem, ale wyobraźnia mnie jednak poniosła i 40 procent tej książki, to jest już fikcja, dopisana story… Mądry czytelnik będzie miał twardy orzechimg_2702 do zgryzienia.

JM –  Nie bałaś się obnażyć siebie tak bardzo? Są tam bardzo , wręcz, ostre momenty. Rzekłbym bohema.

„Masaż szybko przeobraził się w szybkie rozbieranie i szybki seks. Nie miałam przyjemności ze stosunku, ale miałam z samego faktu, że do tego doszło, bo już od dawna miałam na to ochotę. To była dla mnie jakaś forma zemsty na Jeanie, bo było mi z nim źle, a on tego nie widział i nie starał się nic zmienić.”

AF –  Z doświadczeniami opisanymi  w książce nie spotykamy się  na codzień. Ale właśnie dlatego musiałam je opisać, aby czytelnik dowiedział się czegoś nowego, by podróżował razem ze mną, pomarzył, doświadczył. Chciałam aby mężczyżni i kobiety czytający moją prozę doznali wszystkich wstrząsów emocjonalnych – od ponurego płaczu aż po ekstatyczną  miłość.. Aby czytali jednym tchem, zapominając o wszystkim, co jest wokół. Te demony, które tam się przewijają,  dopadają nas w pewnym okresie życia. Trochę się wyszaleją, a potem zapadają na wieczny sen.. ( śmiech ) Nie wszyscy jednak dajemy im troszkę pożyć – zanim zostaną bezpowrotnie zwyciężone!

JM –  W książce jest wiele opisów Polski. Wiem, że stosunkowo często jesteś w Polsce i dużym sentymentem dażysz Sopot , z którego pochodzisz. Wspominałaś, że raczej nie wrócisz do Polski bo cieżko się żyje w tym kraju. Tęsknisz za Polską?

AF – Jestem w takim momencie mojego życia, kariery, że właściwie mogłabym już osiąść na laurach i nic nie robić. Przeżyłam swoich 100 żyć i właściwie nie musiałabym już się starać i walczyć. Ale moja natura mi na to nie pozwala. Mam głowę pełną, wciąż to nowych pomysłów, wręcz przeraża mnie że życia mi nie starczy, żeby zdąrzyć… a przecież jestem jeszcze młodą kobietą. Wracając do Sopotu, mam tutaj mamę, brata, ojczyma, cudownych przyjaciół. Dobrze się złożyło, że już za chwilę jest promocja książki i że pracujemy nad albumem właśnie tutaj. Ja właściwie nie mieszkam ani tu ani we Francji, w głębi duszy jestem mieszkanką świata, ciągle gdzieś jadę i żyje jakiś czas tam, gdzie jest mi dobrze i mam pasję, z której czerpię energię i radość.

JM –  Chcesz zrobić też film fabularny , w którym zagrasz role Elizabeth, żonę Alberta Lipczyńskiego …

AF –  Już od kilkunastu miesięcy z brytyjskim pisarzem z Liverpoolu Davidem Binghamem oraz polskim scenarzystą i reżyserem Pawłem Zbierskim nad tym myślimy. Właśnie powstał scenariusz w dwóch językach- angielskim i polskim. To absolutnie niezwykła historia uciekiniera z pruskiej armii, polskokaszubskiego malarza, który wybiera emigracje w Anglli i za sprawą dramatycznych zwrotów akcji ląduje najpierw w Wolnyimg_2191m Mieście Gdańsku, by wraz ze swą ukochaną Elizabeth dotrwać końca swych dni w PRL, w Sopocie – w kompletnej nędzy i zapomnieniu… A dodać warto, że w Liverpoolu wystawiał swe obrazy z Picassem i van Goghiem… „Obcy wśród swoich” – taki ma być tytuł tej historii!

 

JM – Zdecydowanie we Francji zyskałaś popularnosc większą niż w Polsce. Nawet Twoja rewia w Krakowie w ubiegłym roku nie odbiła sie szerokim echem w mediach. Myślisz, że to rewia się nie sprzedaje w Polsce czy Polska nie jest miejscem do osiągania sukcesów?

 

AF – Rewia odbiła się echem w mediach ale było za mało spektakli, żeby cała Polska zdąrzyła o tym usłyszeć.. bo tylko 4. Było w TVNie sporo informacji np. w programie „Co za tydzień” i „Dzień dobry TVN”. Rewia jest specyficznym gatunkiem i trzeba do niego dojrzeć i go rozumieć. Myśle, że gdyby było więcej spektakli to ludzie by byli tą sztuką zachwyceni, oczarowani- jest subtelna, dojrzała dla wymagających odbiorców. Kobiety są nią oczarowane, bo rewia jest subtelna, wyrafinowana, delikatna, trochę jak marzenie.. , a zaraz za nimi mężczyżni dla których aktorki rewiowe są piękne ale nieosiągalne. Artystki rewiowe to takie aktorki, top modelki z gracją, gejsze, „vedette” po francusku, diwy. W Polsce jednak chyba rzeczywiście jest łatwiej robić karierę kiedy już się ją ma „w swoim bagażu doświadczeń”.

 

TwitterFacebookUdostępnij

Zostaw Komentarz

Bądź pierwszym komentującym!

Powiadom o

wpDiscuz